Recenzja płyty: The Vagrants, "I Can't Make a Friend 1965–1968"
The Vagrants z innego sejfu
Płyta The Vagrants zaskakuje jakością artystyczną.
materiały prasowe

Jeżeli nagrania Gallaghera z San Francisco określimy jako dotąd nieznane, to materiał na płycie „I Can’t Make a Friend” trzeba nazwać jeszcze bardziej nieznanym. Jest to bowiem zestaw dwunastu piosenek zespołu, który działał w Nowym Jorku w drugiej połowie lat 60. i nie nagrał ani jednej płyty długogrającej, czyli longplaya. To grupa The Vagrants, której cały dorobek fonograficzny to sześć singli, z których wszystkie piosenki znajdziemy na „I Can’t Make a Friend”. Można zadać pytanie, po co się fatygować i publikować dziś dokonania zapomnianego amerykańskiego zespoliku sprzed blisko pół wieku. Odpowiedź jest prosta – wszędzie znaleźć można kolekcjonerów polujących na rzadkie, dawne nagrania, dotąd dostępne tylko na starych winylach albo nie najlepszej jakości taśmach magnetofonowych. A The Vagrants byli grupą interesującą – ich piosenki to zarówno przykłady garażowego, surowego rocka, ale też lekko naiwne ballady i utwory wyraźnie zabarwione soulem, a nawet wycieczki w kierunku psychodelii.

Nie bez znaczenia jest fakt, że w zespole grał na gitarze, nagrywający później z zespołem Mountain i solo, Leslie West. Poza wartością dokumentalną płyta The Vagrants zaskakuje jakością artystyczną nieustępującą królującym wówczas licznym i o wiele słynniejszym grupom „brytyjskiej inwazji”.

The Vagrants, I Can’t Make a Friend 1965–1968, Light in the Attic

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj