Recenzja płyty: Julia Marcell, "June"

Polka z importu
O kolejny krok naszej zagranicznej Polki zupełnie się nie boję.
materiały prasowe

Autorka „June”, olsztynianka mieszkająca dziś w Berlinie, po raz kolejny zaskakuje. Już samo nagranie i wydanie pierwszej płyty „It Might Like You” – od razu światowe i dzięki finansowemu wsparciu internautów – wydawało się osiągnięciem z gatunku niemożliwych. Druga udana płyta pokazuje, że ważniejsza od tego pomysłu na karierę jest ewolucja artystyczna Julii Marcell jako wokalistki, ale też autorki. To piosenki w znacznie bogatszych, urozmaiconych aranżacjach, wokalnie kojarzące się nieco z nagraniami Kate Bush, ale – co ciekawe – proste przypisanie ich do sceny jakiegokolwiek kraju wydaje się zupełnie niemożliwe. Dlatego tak zaskakująco brzmi utwór „Echo”, który do angielskiego tekstu wprowadza udziwnione polskie frazy. Fortepian przestaje być na nowej płycie głównym instrumentem akompaniującym wokalistce, ciągle ważną rolę pełnią smyczki, mocniejsza jest strona rytmiczna, a niemieccy producenci wykonali świetną robotę, by cały materiał zachował spójność. O kolejny krok naszej zagranicznej Polki zupełnie się nie boję.

Julia Marcell, June, Haldern Pop/Mystic

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj