Recenzja płyty: Jace Everett, "Mr. Good Times"
Nie całkiem country
Znajdziemy tu elementy klasycznego country, ale też jest i rock z lekkim bluesowym aromatem.
materiały prasowe

Przejrzałem moje archiwum i ze zdumieniem skonstatowałem, że jeszcze nigdy w tym miejscu nie polecałem czytelnikom Jace’a Everetta. Zdumienie ogarnęło mnie dlatego, że jestem wielkim zwolennikiem tego, co Jace robił i robi. Tak jak większość dzisiejszych fanów artysty, uświadomiłem sobie jego talent dzięki serialowi „Czysta krew”. Piosenka Everetta „Bad Things” towarzyszyła czołówce filmu, stając się od razu przebojem. Miłośnicy katalogowania przykleili temu teksaskiemu artyście etykietkę z napisem „country”, ale jest ona zdecydowanie nieprecyzyjna. Everett, zanim zdobył szerszą popularność, występował w popowym zespole, grającym covery bieżących przebojów. Stąd zapewne jego umiejętność poruszania się w różnych obszarach stylistycznych muzyki rozrywkowej.

Potwierdza to jego najnowsza płyta „Mr. Good Times”. Znajdziemy tu, oczywiście, elementy klasycznego country, jak choćby w balladzie „Let’s Begin Again”, ale też jest i rock z lekkim bluesowym aromatem, i nieco retro rock and rolla z popową melodyką. Warto podkreślić, że te zgrabne piosenki Everett nie tylko śpiewa, ale też sam układa. Któryś z recenzentów napisał, że Jace Everett to mniej lukrowana wersja Chrisa Isaaca. Coś w tym jest, zresztą z korzyścią dla Everetta.

Jace Everett, Mr. Good Times, Humphead Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj