Recenzja płyty: Feist, "Metals"
Autorka cudzych piosenek
Płyta „Metals” przypomina, że to świetna wykonawczyni, porównywalna z Cat Power.
materiały prasowe

Kanadyjska wokalistka Leslie Feist dawno już wyrosła ponad alternatywno-rockowe środowisko, z którego się wywodzi, i zrobiła furorę prostymi, komunikatywnymi piosenkami – najpierw wśród innych artystów, krytyków i agencji reklamowych. Te ostatnie kupowały jej melodie do spotów, a artyści (ostatnio James Blake) wykonywali swoje wersje piosenek Feist. Autorka nominowanej do Grammy płyty „The Reminder” żyła więc drugim życiem – jako producentka nowych standardów muzyki pop. Płyta „Metals” przypomina, że jest przede wszystkim świetną wykonawczynią, porównywalną z Cat Power. To materiał nieco bardziej folkowy niż jej dotychczasowe nagrania. I bardziej spójny jako całość, w czym zasługa dbającego o przejrzyste brzmienie Islandczyka Valgeira Sigurðssona (współpracował m.in. z Björk). Dla miłośników dobrej współczesnej piosenki – rzecz obowiązkowa.

Feist, Metals, Polydor

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj