Recenzja płyty: Piotr Rubik, "Opisanie świata"

Rubik z półobrotu
Jeśli Chuck Norris w jednym z dowcipów zgrał Internet na dyskietkę, to Rubik jako pierwszy zmieścił na jednej płycie wszystko: orkiestrę, chór, solistów, elektryczne instrumenty, 110 artystów.
materiały prasowe

Warto to docenić, zanim się ten album kopnie z półobrotu. Ckliwości i patosu Rubik dosypuje na zmianę, w dodatku łopatą, ale to jego stały tryb działania. Obrazowo opisać można to tak: jeśli w pierwszym takcie byli ułani pod okienkiem, w trzecim wyjdzie husaria, tratując połykaczy ognia, a na czwarty zostaną już tylko chóry anielskie i trzęsienie ziemi. Aż żałuję, że ktoś kiedyś wymyślił magnetofon wielościeżkowy.

Główną zaletą autora pozostaje elastyczność, konwencji jest tu wiele, pojawiają się i te lżejsze, ba, nawet autoironiczne („Zawsze chodzi o pieniądze” – nie wierzę, że to na poważnie – no i gospel w „Dla wszystkich złote słońce”).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną