Recenzja płyty: Amy Winehouse, "Lioness: Hidden Treasure"

Okruszki po Amy
Pośmiertna płyta Amy Winehouse nie jest tym wymarzonym „kolejnym albumem” wokalistki, na który jeszcze niedawno czekał świat.
materiały prasowe

Ale sygnalizuje aż trzy drogi, którymi mogła podążyć. Ambitną ścieżkę z przecięcia jazzu i czarnej muzyki w duecie z perkusistą ?uestlove’em z The Roots (utwór „Half Time”), muzykę reggae (świetny „Our Day Will Come”) albo przedłużenie stylistyki z płyty „Back to Black” pod producenckim okiem Marka Ronsona („Will You Still Love Me Tomorrow?”). Pokazuje też przy okazji, że Winehouse dość mało przez ostatnie lata nagrywała.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną