Recenzja płyty: The Black Keys, "El Camino"

Zabawa stylami
Z punk-bluesa zostało tu już niewiele. Mamy za to różnorodne kombinacje, będące echem rytmów sprzed 40 i więcej lat.
materiały prasowe

Specjaliści od etykietek mogą mieć problem z amerykańską grupą The Black Keys. Na podstawie tego, co zespół prezentował na swoich wczesnych płytach, można było określić jego muzykę mianem surowego, minimalistycznego punk-bluesa. Jednak już na pierwszym albumie, wydanym dziesięć lat temu „The Big Come Up”, obok własnych kompozycji zespołu pojawia się niespodziewanie wersja „She Said, She Said” Beatlesów, sygnał świadczący o tym, że panowie Auerbach i Carney widzą i słyszą dalej niż czubek własnego nosa.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną