Recenzja płyty: The Doors, "L.A. Woman (40th Anniversary Edition)"
41 lat minęło
Ostatnia studyjna płyta The Doorse w wersji dwudyskowej, wydana na 40-lecie.
materiały prasowe

Są wykonawcy, których istnienie w pamięci słuchacza mierzy się dniami czy tygodniami, są również tacy, którzy pozostają w naszej świadomości przez dziesięciolecia. Do tej drugiej grupy z pewnością należy zespół The Doors z ich liderem Jimem Morrisonem. Trzeba przyznać, że wydawcy bardzo dbają o to, by kolejne pokolenia miłośników muzyki nie zapomniały o The Doors. Kolejne edycje sześciu podstawowych płyt zespołu, najróżniejsze kompilacje i trudne do zliczenia zapisy koncertów – mogłoby się wydawać, że zarejestrowany dorobek tej grupy wyeksploatowano już do cna. A tymczasem niespodzianka!

Oto właśnie na rynku, po raz któryś, pojawia się ostatnia studyjna płyta The Doors, „L.A. Woman”, tyle że w wersji dwudyskowej, z dopiskiem „40th Anniversary Edition”, czyli że wydana na 40-lecie. To niezbyt precyzyjna informacja, gdyż oryginalna wersja tego wspaniałego albumu trafiła do sklepów w kwietniu 1971 r. Nie ma co się jednak spierać o daty, bo jest to wydawnictwo naprawdę interesujące. Poza zremasterowanymi dziesięcioma piosenkami z oryginalnej płyty wytwórnia proponuje nam dodatkowo niepublikowane dotąd alternatywne wersje niektórych utworów, a ponadto – uwaga! – niedawno odnalezione nieznane nagranie The Doors „She Smells So Nice”.

The Doors, L.A. Woman (40th Anniversary Edition), Elektra 2012

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj