Recenzja płyty: Bruce Springsteen, "Wrecking Ball"
Boss znów rządzi rockiem
Springsteen daje nam okazję, byśmy sobie przypomnieli, że rodzicami rocka był czarny blues i muzyczna poezja folku.
materiały prasowe

W ostatnich dwóch dekadach Bruce Springsteen nie tylko angażował się politycznie (vide: album „The Rising”, wspieranie kampanii wyborczej Obamy), ale też występował jako mentor analizujący źródła amerykańskiej muzyki (vide: film dołączony do „We Shall Overcome. Pete Seeger Session”). Działał, jakby chciał udowodnić, że zasługuje na swój przydomek Boss. Tak naprawdę Boss nie musi niczego udowadniać. Ostatnia płyta pokazuje, że dziś nie ma bardziej świadomego swojej sztuki artysty rocka. „Wrecking Ball” skupia właściwie wszystko, co w rocku było najważniejsze od początku jego istnienia: mamy tu ekstatyczną muzykę („We Care Of Our Own”), buntownicze lewicowe przesłanie („Shackled And Drawn”) oraz uwznioślenie ducha wspólnoty („We Are Alive”). Przy tym szef Springsteen daje nam okazję, byśmy sobie przypomnieli, że rodzicami rocka był czarny blues i muzyczna poezja folku. Nie zawsze się o tym pamięta z uszami zajętymi angielskim avant popem. Słuchajmy więc Bossa i jego rockowej, niepokornej Ameryki.

Bruce Springsteen, Wrecking Ball, Sony

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj