Recenzja płyty: Lyle Lovett, "Release Me"

Artystyczny bałagan pierwszej klasy
Płyta niby na odczepnego, a udana.
materiały prasowe

Lyle Lovett to artysta przez wielu sklasyfikowany jednoznacznie i niesprawiedliwie jako reprezentant amerykańskiej muzyki country. Tymczasem Lovett jest duchem niespokojnym i w swojej twórczości bez wahania przekracza stylistyczne granice. Ten brak stylistycznej jednoznaczności najwyraźniej nie jest mu poczytywany za ujmę, czego dowodem jest choćby czterokrotnie przyznawana artyście nagroda Grammy. Najnowsza płyta Lovetta to album szczególny. Jego wydanie wynika z kontraktowych zobowiązań wobec wytwórni, z którą artysta – po latach współpracy – właśnie się rozstaje.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną