Recenzja płyty: Kapela ze Wsi Warszawa, "Nord"
Nie przejęli nam kapeli
„Nord” nie jest przełomem w działaniach Kapeli, ale to płyta bardzo sugestywna, szczególnie w partiach wokalnych („Grajo grajcyki”, „Moja dolo”).
materiały prasowe

Kiedy w latach 90. pasjami wsłuchiwałem się w potężną ścianę dźwięku szwedzkiej Hedningarny, przetwarzającej na nowo wątki skandynawskiego folkloru, nawet mi nie przyszło do głowy, że kilkanaście lat później jej muzycy jako goście pojawią się na polskiej płycie. Dziś wydaje się to tak naturalne – o dekadę młodsza Kapela ze Wsi Warszawa konsekwentnie robi coś podobnego z polską muzyką ludową. Przybliża ją naszym czasom, pokazuje w wizji atrakcyjnej, a zarazem mocno zanurzonej w tradycji. W znanej kołysance odnajduje niemal szamański, hipnotyczny wymiar („Kołysanka konopna”), podobnie jak u Szwedów potężne brzmienie tworzy w oparciu o stare ludowe instrumenty („Polka żydóweczka”). „Nord” nie jest przełomem w działaniach Kapeli, ale to płyta bardzo sugestywna, szczególnie w partiach wokalnych („Grajo grajcyki”, „Moja dolo”). A pojawiający się tu muzycy Hedningarny i kanadyjska szamanka Sandy Scofield nie zmieniają radykalnie oblicza polskiej grupy, co ta ostatnia może traktować jako komplement i dowód mocnego charakteru.

Kapela ze Wsi Warszawa, Nord, Karrot Kommando

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj