Recenzja płyty: Jack White, "Blunderbuss"
Rządy klawiszy
Z nudy, bluesa i Jarmuscha ulepił Jack White swoją pierwszą płytę solową.
materiały prasowe

Po klasycznych albumach z The White Stripes, bardzo udanych z The Raconteurs i nieco rozczarowujących z Dead Weather miał nagrywać w towarzystwie RZA – producenta hiphopowego i kompana z filmów Jima Jarmuscha – ale ten nie mógł się zjawić. White miał już w studiu pozostałych muzyków i instrumenty, więc dla zabicia czasu, jak to muzyczny pracoholik, nagrał parę utworów. Stopniowo powstała z tego cała płyta, mocno osadzona w twórczości The White Stripes i w rhythm’n’bluesie, brzmiąca bardzo tradycyjnie – jak przystało na upodobania White’a i jego działające od kilku lat studio w Nashville. Jeśli szukać czegoś charakterystycznego dla „Blunderbuss”, będą to z pewnością partie klawiszowe – kluczowe melodie grane są tu na elektrycznych i klasycznych pianinach oraz organach. Czyżby Jack White znudził się trochę brzmieniem gitary? W każdym razie dla jego publiczności to jeszcze nie pora na znużenie.

Jack White, Blunderbuss, Third Man

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj