Recenzja płyty: Warren Haynes Band, "Live at the Moody Theater"

Słuchać i podziwiać
Na drugim dysku znajdujemy 10 dodatkowych utworów, pośród których wyróżniają się haynesowskie wersje przebojów Sama Cooke’a.
materiały prasowe

Dokładnie rok temu, dokładnie w tym miejscu sygnalizowałem ukazanie się płyty „Man in Motion” Warrena Haynesa. Jako miłośnik talentu tego artysty, w sześciopunktowej skali oceniłem ją na pięć, pisząc m.in., że „»Man in Motion« pozwala nam przypomnieć sobie brzmienie dawnych soulowych i rhythm and bluesowych przebojów we współczesnym wydaniu”. Przypomnę jednak, że poza jednym utworem była to płyta autorska, zawierająca wyłącznie kompozycje samego Haynesa. Pod koniec kwietnia na rynku pojawiał się nowy album zespołu Haynesa, zatytułowany „Live at the Moody Theater”, nagrany podczas ubiegłorocznych koncertów w Austin w Teksasie. Na pierwszy rzut oka to po prostu wykonany na żywo zestaw niemal wszystkich utworów z „Man in Motion”. To jednak dotyczy pierwszej płyty zestawu. Na drugim dysku znajdujemy 10 dodatkowych utworów, pośród których wyróżniają się haynesowskie wersje przebojów Sama Cooke’a („A Change is Gonna Come”), Jimiego Hendrixa („Spanish Castle Magic”) i grupy Steely Dan („Pretzel Logic”). Dodatkowym atutem płyty jest gościnny udział klawiszowca Iana McLagana (niegdyś The Small Faces) i fantastycznej wokalistki Alecii Chakour. Nic tylko słuchać i podziwiać.

Warren Haynes Band, Live at the Moody Theater, Provogue

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj