Recenzja płyty: Irena, "Neonowe obietnice"
Zawirusowani
Zespół odważnie ujawnia kompletny brak poczucia obciachu.
materiały prasowe

Debiutancki album Ireny (półfinalistów muzycznego show „Must Be The Music”) „Neonowe obietnice” dowodzi, jak łatwo w trakcie telewizyjnej przygody złapać wirusa wtórności graniczącej z plagiatem. Warszawski zespół Irena sprawia wrażenie niespecjalnie pojętnego ucznia Myslovitz – choć wzorowanie się na brit popie dawno wszystkim minęło, Irena brawurowo sięga do tego rezerwuaru, jakby przez ostatnie dwie dekady w gitarowym graniu nic się nie zmieniło.

Na tej płycie nie ma ani jednej piosenki do nawet chwilowego zapamiętania. Z jednym wyjątkiem – nowej wersji dawnego przeboju Zdzisławy Sośnickiej „Aleja gwiazd”. Nie bardzo zatem wiadomo, co nam Irena obiecuje, a jedynym wrażeniem pozostaje to, że zespół odważnie ujawnia kompletny brak poczucia obciachu.

Irena, Neonowe obietnice, Thin Man Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj