Recenzja płyty: Can, "The Lost Tapes"
Zagubione puszki
Nawet te odrzucone materiały Niemców mogą śmiało rywalizować z najbardziej ambitnymi dokonaniami Wyspiarzy z Pink Floyd.
materiały prasowe

Kariera niemieckiej grupy Can trwała zasadniczo przez lata 1968–1979, ale prawdziwy rezonans zyskała już w latach 90. i później. Tak się bowiem składa, że choć muzycy z Kolonii, podobnie jak ich liczni rodacy z generacji opisywanej w historii muzyki jako krautrock (od pogardliwego angielskiego określenia niemieckich żołnierzy: stupid krauts, czyli kapuściane łby), mogli kiedyś czuć kompleksy w stosunku do rockowych Anglików, po latach stali się dla nich źródłem inspiracji. Mieli lepsze artystyczne wykształcenie niż ich rówieśnicy z Wysp Brytyjskich, lepiej też potrafili ze sobą pogodzić pomysły rodem z muzyki współczesnej i hipnotyzującą sferę rytmiczną o garażowym, surowym charakterze. Śladem tego dawnego niedocenienia jest historia taśm z niepublikowanymi nagraniami Can – latami leżały w archiwach, dopiero dziś przewietrzonych. Ich wybór trafił na światło dzienne w postaci trzypłytowego boksu „The Lost Tapes”. Nawet te odrzucone materiały Niemców mogą śmiało rywalizować z najbardziej ambitnymi dokonaniami Wyspiarzy z Pink Floyd, przy czym brzmią bardziej aktualnie.

Can, The Lost Tapes, Mute

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj