Recenzja płyty: Antony and the Johnsons, "Cut the World"
Pięknie, choć sterylnie
Przeszkadza jedynie sterylność dźwiękowa tego koncertu, wyjęcie muzyki z kontekstu i usunięcie naturalnego dialogu z publicznością.
materiały prasowe

Utwory znamy z czterech już płyt Antony’ego Hegarty’ego, nowojorskiego wokalisty, który podbił świat prostą, nieco staroświecką, ale przepiękną formułą śpiewu z pogranicza bluesa i opery. O ile takie pogranicze istnieje. Bo jeśli nie, to tym łatwiej uznać charakter tej muzyki za wręcz kosmiczny. Hegarty pracował już z orkiestrą, więc nie dziwi, że publikuje koncertowy materiał zaśpiewany z akompaniamentem kopenhaskiej Danish National Chamber Orchestra. Niektóre utwory słyszymy w aranżacjach świetnego młodego kompozytora Nico Muhly’ego, kilka starszych, opracowanych na nowo, idealnie pasuje do orkiestrowego rozmachu – choćby „Cripple and the Starfish” i „You Are My Sister”. Antony dodał też jeden ze swoich precyzyjnie skonstruowanych, zabawnych i filozofujących monologów, które prezentuje zwykle pomiędzy piosenkami. Ten tutaj zatytułowany jest „Future Feminism”. Przeszkadza mi jedynie sterylność dźwiękowa tego koncertu, wyjęcie muzyki z kontekstu i usunięcie naturalnego dialogu z publicznością – prawie nie słychać tu aplauzu, poza długimi brawami na koniec.

Antony and the Johnsons, Cut the World, Secretly Canadian

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj