Recenzja płyty: Lita Ford, "Living Like a Runaway"
Ford na torach
Miłośnikom niezbyt brutalnego metalu płyta może przynieść kilka miłych chwil.
materiały prasowe

Okładka nowej płyty amerykańskiej piosenkarki Lity Ford to kwintesencja rockowej stylizacji. Blondwłosa artystka stoi w agresywnej pozie, z gitarą, w obcisłych podartych spodniach, na torach kolejowych. Wszystko to sugeruje ostre, bezkompromisowe rockowe granie. Poprzednia płyta Ford została przyjęta z mieszanymi uczuciami. Wytykano jej zbyt dużą, jak na metal, ilość elektronicznych wspomagaczy brzmienia, a także nadmiernie eksponowane odniesienia seksualne. Niektórzy recenzenci twierdzili wręcz, że album „Wicked Wonderland” brzmi jak parodia gatunku, który niby ma reprezentować. Doświadczona rockwoman szybko poszła po rozum do głowy i na najnowszej płycie „Living Like a Runaway” powraca do pozbawionego niepotrzebnych ozdobników gitarowego brzmienia.

Jest to jednak propozycja nierówna. Obok kilku udanych piosenek, takich jak otwierająca płytę „Branded” czy stylowa „Devil in My Head”, znajdujemy tu również dość schematyczne muzyczne „wypełniacze”. „Living Like a Runaway” nie jest raczej przełomowym tytułem, który pomoże Licie Ford powrócić do czołówki żeńskiego rocka, ale miłośnikom niezbyt brutalnego metalu może przynieść kilka miłych chwil.

Lita Ford, Living Like a Runaway, SPV

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj