Recenzja płyty: Jessie Ware, "Devotion"

Młoda, zdolna, doświadczona
Owacyjnie przyjmowano Jessie Ware na niedawnym Open’erze, choć mało kto jeszcze wiedział, kim jest. Teraz pora na płytę.
materiały prasowe

Brytyjska inwazja w dziedzinie kobiecej wokalistyki trwa. Na spektakularnych ceremoniach londyńskich igrzysk zabrakło wyczekiwanej Adele, ale honoru generacji broniły Emeli Sandé i Jessie J. Imienniczka tej ostatniej Jessie Ware to kolejna 20-latka, ale z doświadczeniem zdobytym na zróżnicowanej brytyjskiej scenie. Zdążyła praktykować w zespole Jacka Peńate i u ciekawego elektronicznego artysty SBTRKT. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że na solowym debiucie pokazuje się kompletnie pozbawiona obciążeń tamtymi epizodami. Owszem, są tu ślady nowoczesnej produkcji tanecznej, ale bardzo oszczędnie dawkowane, nie przeszkadzają w prezentacji soulowego głosu postaci, która muzycznie nie jest gorsza niż konkurentki, a wokalnie dobra jak wszystkie. Owacyjnie przyjmowano ją na niedawnym Open’erze, choć mało kto jeszcze wiedział, kim jest. Wróci do Polski na dwa koncerty w listopadzie, a tuż po premierze płyty prowadzi na liście bestsellerów krajowej wersji iTunes, więc publiczności na koncertach nie zabraknie.

Jessie Ware, Devotion, Universal

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj