Recenzja płyty: Dead Can Dance, "Anastasis"

Umarli nie umarli
Płyta nie przynosi niczego zaskakującego.
materiały prasowe

Płyty brytyjsko-australijskiego duetu Lisy Gerrard i Brendana Perry’ego były kiedyś jak podróże na nieznany ląd. Ta najnowsza, pierwsza wspólna od 16 lat, brzmi na tym tle raczej jak powrót do znajomej krainy. Nie przynosi niczego zaskakującego, ale dalej nikt nie potrafi w takich proporcjach łączyć wpływów muzyki dawnej i etnicznej z nowofalowymi naleciałościami i syntezatorami. Trudno sobie to nawet wyobrazić w wersji niewpadającej w kicz, a DCD realizacja takiego karkołomnego zadania udaje się nie gorzej niż kiedyś.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną