Recenzja płyty: Marcin Masecki, "Bach, Kunst der Fuge"

Fugi na dyktafonie
Na szczęście na płycie nie ma maniery, jaką solista zaprezentował na koncercie w Poznaniu sfilmowanym przez NInA – udawania, że się utwór nie do końca umie.
materiały prasowe

Cykl fug i kanonów „Kunst der Fuge” Bacha nie jest przeznaczony na konkretny instrument. Grywało się go na organach, na klawesynie, w kwartecie smyczkowym, zespole dętym, nawet orkiestrze. Także na fortepianie, co według Maseckiego brzmi „jak Konkurs Chopinowski”. Może rzeczywiście to kwestia wykonania, ale pianista miał taki kłopot z tym brzmieniem, że koniecznie chciał rzecz zrobić inaczej. Pierwszym pomysłem były organy Wurlitzera. Po pięciu latach i zmianach koncepcji ostatecznie Masecki nagrał cykl co prawda na steinwayu, ale domowym (odziedziczonym), a zamiast zwykłej aparatury nagraniowej zastosował dyktafon. Dodał więc dźwiękowi szum, nieco go odrealnił, ale też pojawiły się zmiany planu czy efekt wyczerpującej się baterii.

Na szczęście na płycie nie ma maniery, jaką solista zaprezentował na koncercie w Poznaniu sfilmowanym przez NInA – udawania, że się utwór nie do końca umie. Jest jednak próba maksymalnego ogołocenia z emocji w celu pokazania jedynie genialnej konstrukcji. Czy to pomaga w odbiorze? Niektórym być może tak. Na pewno nazwisko Maseckiego, popularne wśród młodego pokolenia, sprawi, że jego odbiorcy sięgną po Bacha i może zatrzymają się przy nim na dłużej.

Marcin Masecki, Bach, Kunst der Fuge, Lado ABC

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj