Recenzja płyty: Bob Dylan, "Tempest"

Dylan jak burza
Jeszcze przed amerykańską premierą najnowszego albumu Boba Dylana (10 bm.) miesięcznik „Rolling Stone” zasugerował, że będzie to jego ostatnia studyjna płyta.
materiały prasowe

Miałby na to wskazywać tytuł – „Tempest” (Burza) – a tak samo nazywała się ostatnia sztuka Szekspira. Spekulacje na ten temat wciąż trwają i nie bez znaczenia jest fakt, że „Tempest” został wydany dokładnie pół wieku po płytowym debiucie Dylana. Niezależnie od tego rzeczone dzieło rzeczywiście wydaje się ważne, bo jego autor dokonuje czegoś na kształt przeglądu swoich rozmaitych muzycznych fascynacji: dużo tu archaicznego bluesa, folku, ballad nawiązujących do bardzo dawnych, jeszcze XIX-wiecznych tradycji.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj