Recenzja płyty: Małe Instrumenty, "Chemia i fizyka"
Małe, ale potężne
To Małe Instrumenty z całkiem potężnym brzmieniem, ocierającym się chwilami o najbardziej eksperymentalne fusion z lat 70.
materiały prasowe

Po Antoniszu i Chopinie przyszła pora na płytę zawierającą kompozycje własne. Dokładniej: utwory Pawła Romańczuka, kolekcjonera małych instrumentów i lidera zespołu, który ma je w nazwie i z dumą wykorzystuje na scenie i w studiu – na zdjęciach we wkładce naliczyłem prawie sto różnych przedmiotów do grania. Najwyższy czas pokazać się od nowej strony, skoro grupa w tej niskogabarytowej dziedzinie konkuruje już tylko sama ze sobą. „Chemia i fizyka” jest jej fenomenalną wizytówką, lepszą niż poprzednie płyty, bo pokazuje całą rozpiętość zainteresowań zespołu Romańczuka, idących w poprzek stylów i gatunków, rozciągających się od muzyki etnicznej i dawnej do elektronicznej. Miniaturowe syntezatory wprowadzają zresztą w nowy wymiar ich muzykę, szczególnie w dwóch ostatnich utworach, „Mostacha” i „Allegro”.

To Małe Instrumenty z całkiem potężnym brzmieniem, ocierającym się chwilami o najbardziej eksperymentalne fusion z lat 70. lub muzykę psychodeliczną tej epoki. Należy tego słuchać głośno, bo na poziomie samego dźwięku płyta jest znakomita, i cieszyć się, że to wciąż zespół jak żaden inny.

Małe Instrumenty, Chemia i fizyka, Obuh

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj