Recenzja płyty: Babadag, "Babadag"

Tak daleko, tak blisko
Imponujące jest to, że w tym pozbawionym granic stylistycznych świecie można dziś łączyć wątki aż tak różne i nie popadać w tani eklektyzm.
materiały prasowe

Imponująca zeszłoroczna półka z nowymi polskimi płytami powiększyła się tuż przed świętami o album grupy Babadag, a właściwie multiinstrumentalistki i wokalistki Oli Bilińskiej i wspomagającego ją superskładu muzyków.

Maciej Cieślak (Ścianka), Szymon Tarkowski (Pustki) i rewelacyjny perkusista Hubert Zemler świetnie realizują wizję liderki. Już nazwa grupy – zaczerpnięta z tytułu książki Stasiuka – sugeruje podróż. Ale któż by się spodziewał, że dostaniemy coś z przecięcia muzyki dalekiego Zachodu, z nawiązaniami do folkowych pieśni amerykańskich i perkusyjnych brzmień z Karaibów, i całkiem bliskiego Wschodu – z echem naszej muzyki ludowej, przybranej elegancką formułą muzyki alternatywnej.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną