Recenzja płyty: Cee Cee James, "Blood Red Blues"
Blues w kolorze krwi
Ta płyta to ubiegłoroczny remanent, którego nie można pominąć. Mam na myśli wydaną latem 2012 r. płytę „Blood Red Blues”, nagraną przez amerykańską wokalistkę Cee Cee James.
materiały prasowe

Cee Cee, tak naprawdę Catherine, urodziła się w Portland w Oregonie, potem wraz z rodziną przeniosła się do Kalifornii, by po latach powrócić w rodzinne strony północnego zachodu USA. Muzyczna droga Cee Cee prowadziła od amatorskich prób wokalnych poprzez klubowe cover bandy aż po własny zespół, Stone Blue, założony w San Diego. Jednak pierwszym poważnym solowym albumem była wydana w 2008 r. płyta „Low Down Where the Snakes Crawl” (bardzo polecam). Po okresie dramatycznych perturbacji osobistych Cee Cee związała się osobiście i zawodowo z gitarzystą i kompozytorem Robem „Slideboyem” Andrewsem, z którym stworzyła swą najnowszą płytę, właśnie „Blood Red Blues”.

To jeszcze jedno potwierdzenie niezwykłej klasy tej wokalistki, a także tworzonej przez nią muzyki. Uważam, że tak ekspresyjnej pieśniarki nie było od czasów nieodżałowanej Janis Joplin. Przy słuchaniu „Blood Red Blues” te porównania nasuwają się same, ale z dodatkową refleksją, że nie mamy tu do czynienia z naśladownictwem, lecz z kontynuacją pewnej artystycznej koncepcji. Obok wspomnianego „Slideboya” ważną rolę odgrywa na płycie renomowany gitarzysta Rocky Athas, występujący m.in. z Johnem Mayallem. 12 piosenek na „Blood Red Blues” to prawdziwa uczta dla miłośników krwistego (nomen omen) bluesa wykonanego po mistrzowsku przez wspaniałą wokalistkę.

 

Cee Cee James, Blood Red Blues, FWG Records 2012

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj