Recenzja płyty: Strachy Na Lachy, "!TO!"

Melodyjne, że strach
Fani mają tu wszystko, za co kochają Grabaża: rockowe brzmienie, fajne teksty o ważnych sprawach, no i melodie, które nie tylko wpadają w ucho, ale i zapadają w pamięć.
materiały prasowe/materiały prasowe

Najnowsza płyta zespołu Strachy Na Lachy ma wielką siłę uwodzenia. Na dziesięć zamieszczonych tu piosenek każda może być singlowym hitem. Chciałoby się powiedzieć – co za rozrzutność! A jednak dziś, kiedy muzyka rzadko bywa fetyszem, trzeba i na taką rozrzutność się zdobyć. Ważne, by starczyło talentu, a Grabaż jako autor piosenek ma go chyba nawet w nadmiarze. Ciekawa, choć trochę niepokojąca, wydaje się pewna ambiwalencja zawarta w tekstach. W „I Can’t Get No Gratisfaction” autor piętnuje rewindykacyjny charakter młodych konsumentów kultury, w „Gorszych” mocno krytykuje młode pokolenie, ale w innych piosenkach sprawia wrażenie jeśli nie kumpla, to przynajmniej spolegliwego opiekuna.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną