Recenzja płyty: Clintwood, "Clintwood"
Idiom rocka
Kwintesencja rockowego grania.
materiały prasowe

Zdarzało się wielokrotnie, że dobrze znani z dawnych dokonań muzycy zbierali się w nowych składach, by nagrywać nowe płyty. Zespół Clintwood zdaje się dokładnie powielać tę historię: weterani sceny rockowej, kojarzeni wcześniej z jej dobrze osłuchanym mainstreamem (Oddział Zamknięty, Closterkeller, T. Love), stworzyli nową kapelę, by grać... rocka, oczywiście. Warto jednak przesłuchać ten ich pierwszy wspólny album, bo nie tworzy on prostej syntezy wcześniejszych upodobań, ale jest odważną próbą „ucieczki do przodu”.

Płyta „Clintwood” to oparta na nowych kompozycjach rekonstrukcja uniwersalnego idiomu rockowego, który obejmuje różne estetyki – od dawnego rock’n’rolla, poprzez art rock, po elementy metalu i punka. Daje w efekcie kwintesencję rockowego grania. Cała czwórka radzi sobie świetnie, ale polecamy zwłaszcza gitary Krzysztofa Zawadki.

 

Clintwood, Clintwood, EMI

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj