Recenzja płyty: James Blake, „Overgrown”

Przerósł samego siebie
Wielka płyta.
materiały prasowe

Przepis jest teoretycznie prosty. Wyjąć z muzyki tanecznej natrętny, potężny bęben basowy, potem obniżyć jej tempo, zachowując jednak mocny bas i elektroniczny charakter. A wreszcie zbudować z tych składników piosenki. Własny głos potraktować jako kolejny instrument, modulując jego brzmienie – ale nie po efekciarsku, jak w hitach Rihanny, tylko tak, żeby brzmiał bardziej emocjonalnie (przy czym punkt wyjścia to styl śpiewania przypominający Antony’ego). Nikomu jednak to balansowanie między kulturą klubową a starą sztuką piosenki nie udało się dotąd tak dobrze jak temu angielskiemu wokaliście i producentowi. James Blake ma ledwie 24 lata, to jego drugi album, dojrzalszy i pewniejszy od poprzedniego. Nagrany z niewielką pomocą gości: rapera RZA i legendarnego Briana Eno.

Tych dziesięć utworów wróży niebywały potencjał i każe rozumieć tytułowe hasło „Overgrown” jako kogoś przerośniętego w sensie życiowej i artystycznej dojrzałości. Wielka płyta.

 

James Blake, Overgrown, Atlas/Polydor

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj