Recenzja płyty: John B. Spencer, „Bluesman”

Prawdziwa magia dla nielicznych
Być może płytą zostanie zauważoną tylko przez nielicznych. Ale jestem pewien, że ci nieliczni będą oczarowani i zaczarowani.
materiały prasowe

To wielce nieoczywista płyta. Autor „Bluesmana” nie żyje od ponad 10 lat, ale ten wydany w lutym br. album nie jest pośmiertną składanką, lecz w pełni premierowym wydawnictwem. Mimo bluesa w tytule nie jest to płyta bluesowa, ale stylistycznie wieloznaczna. Są tu krótkie, refleksyjne ballady, ciepłe folkopodobne muzyczne opowiastki o miłości, o życiu, jest szczypta rocka. Nagranie całego materiału zajęło artyście blisko osiem lat. John B. Spencer przykładał wielką wagę nie tylko do muzyki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną