Recenzja płyty: Marcin Masecki i zespół, „Polonezy”
Dęta orkiestra Maseckiego
Ten projekt powstał dla lubelskiego festiwalu KODY i inaugurował jego zeszłoroczną edycję.
materiały prasowe

Kiedy zaczynamy go słuchać, możemy przez chwilę odnieść wrażenie, że słyszymy amatorską orkiestrę dętą, która nie potrafi grać ani czysto, ani równo. Jednak szybko się zorientujemy, że jest wprost przeciwnie: ta orkiestra bardzo wiele potrafi i bawi się każdym gestem! Udział w niej biorą – poza autorem, który tym razem udziela się mniej (na pianinie) – muzycy znani wcześniej z zespołów Pink Freud, Levity, Profesjonalizm czy też klasyczno-awangardowe Kwartludium. Te polonezy nawet nie zawsze są polonezami (jest i oberek), nawiązują do najróżniejszych stylistyk – od walca i ragtime’a, poprzez rytmy latynoskie, po awangardowy jazz – ale są zawsze jakby obok, grane w typowej dla Maseckiego manierze udawanej nieudolności, wyciągania walorów z pozornych pomyłek.

Dużo tu absurdalnego humoru i swoistego obrazoburstwa – tak to będą zapewne odbierać tradycjonaliści. Ale to przecież również twórcze wykorzystanie tradycji, tyle że stające w poprzek stereotypom i sztywniactwu.

 

Marcin Masecki i zespół, Polonezy, Lado ABC oraz Narodowy Instytut Audiowizualny

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj