Recenzja płyty: Queens of the Stone Age, „...Like Clockwork”

Wyborna muzyczna bajaderka
Wybitna płyta, jakby urągająca pozostawionym w tyle na listach przebojów produktom plastikowej konfekcji muzycznej jednorazowego użytku.
materiały prasowe

Minęło dokładnie sześć lat od czasu wydania poprzedniej płyty Queens of the Stone Age, „Era Vulgaris”. Ta nieobecność nie oznaczała w żadnym wypadku wakacji dla członków QOTSA. Aktywnie uczestniczyli w różnorodnych formacjach artystycznych, spośród których najwięcej chyba mówiło się o supergrupie Them Crooked Vultures. Sześcioletnia, zabójcza dla wielu przerwa, nie uczyniła jednak zespołowi żadnej krzywdy. Nowa płyta, „...Like Clockwork”, znokautowała konkurencję, wskakując od razu na pierwsze miejsce amerykańskiej listy Top 200 branżowego tygodnika „Billboard”! To świetna płyta. Mocny, chwilami mroczny zestaw dziesięciu bardzo dobrych rockowych kompozycji, w których odnajdziemy ślady psychodelii, siłę hard rocka, okruchy Talking Heads, momenty refleksji i echa znaczących dla historii rocka brzmień w bardzo nowoczesnym połączeniu. To niezwykle atrakcyjne nawiązanie do wspaniałych rockowych tradycji, taka muzyczna bajaderka stworzona ze składników najwyższej jakości. Wybitna płyta, jakby urągająca pozostawionym w tyle na listach przebojów produktom plastikowej konfekcji muzycznej jednorazowego użytku. Queens of the Stone Age nie mieliby żadnych szans w Opolu.

 

Queens of the Stone Age, ...Like Clockwork, Matador 2013

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj