Recenzja płyty: Trampled Under Foot, „Badlands”
Bluesowa rodzina na swoim
Nic, tylko podziwiać.
materiały prasowe

Trampled Under Foot to nie tylko tytuł piosenki z albumu „Physical Graffiti” grupy Led Zeppelin. To także nazwa amerykańskiego zespołu, który ma szanse na odniesienie dużego sukcesu na rynku bluesowym, i nie tylko. Trampled Under Foot jest przedsięwzięciem rodzinnym państwa Schnebelen, w skład którego wchodzą dwaj bracia – Nick (gitara i śpiew) i Kris (perkusja) – oraz ich fantastycznie śpiewająca siostra Danielle. Trudno dziwić się upodobaniom muzycznym rodzeństwa, skoro ich ojciec Bill był czynnym gitarzystą bluesowym. Młodzi niezależnie od siebie próbowali sił w różnych zespołach, aż w 2000 r. uznali, że najważniejsza jest rodzina, i zawiązali TUF. Na prawdziwy przełom musieli jednak czekać całe lata. Ani własnym sumptem wydawane płyty, ani dobrze przyjmowane koncerty nie przynosiły przez długi czas poważnego kontraktu nagraniowego.

Dopiero w 2013 r. rodzinne trio wzięła pod swoje skrzydła renomowana wytwórnia Telarc i oto mamy na rynku najnowszą płytę grupy „Badlands”. Producentem całości został perkusista Roberta Craya, Tony Braunagel, a w studiu młodym artystom towarzyszyli muzycy mający za sobą współpracę z takimi legendami, jak Jimi Hendrix czy Etta James. Mimo renomy współpracowników nie byłoby dobrej płyty bez dobrego materiału. Jednak zespół przygotował 12 bardzo dobrych bluesowo-soulowych kompozycji, a – ­niczego nie ujmując umiejętnościom wokalnym ­Nicka – Danielle Schnebelen daje popis dojrzałego, pełnego wyczucia operowania głosem. Kropką nad „i” jest nagranie nr 13, jedyny cover na płycie, ale za to jaki! Danielle mierzy się zwycięsko z legendarnym kawałkiem z repertuaru Jamesa Browna „It’s a Man’s Man’s Man’s World”. Nic, tylko podziwiać.

Trampled Under Foot, Badlands, Telarc 2013

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj