Recenzja płyty: Robert Randolph and the Family Band, „Lickety Split”

Gaz do dechy
Takiej płyty nie powinno się słuchać prowadząc samochód. Można niechcący zapomnieć o istniejących ograniczeniach szybkości.
materiały prasowe

Robert Randolph, parę pokoleń młodszy od Buddy’ego Guya amerykański mistrz gitary stalowej, też nie bardzo przejmuje się przestrzeganiem granic stylistycznych. Jego pełna energii i radości muzyka to kombinacja takich składników, jak funk, blues, soul, rock i pewnie jeszcze paru innych. Randolph i jego Family Band, ze śpiewającą siostrą lidera Laneeshą, właśnie wydali swoją kolejną płytę zatytułowaną „Lickety Split”.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną