Recenzja płyty: Soma White, „Soma White”

Za progiem
Aż się nie chce wierzyć, że ten album to płytowy debiut zespołu.
materiały prasowe

Nie chodzi o „próg” tylko „prog”, czyli rock progresywny, z którym identyfikowany jest trójmiejski zespół Soma White. Czy słusznie? Jeśli definicję owego stylu zilustrowalibyśmy wyłącznie klasyką w rodzaju Pink Floyd czy King Crimson, to pewnie niesłusznie, bo muzyka Somy zawiera ślady bardziej współczesnych inspiracji (wokalistka Hanna Żmuda przyznaje się do fascynacji Lisą Gerrard z Dead Can Dance). Jeśli natomiast uznalibyśmy, że chodzi o muzykę poszukującą, odległą od mainstreamu, to i owszem, Soma byłaby progresywna.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną