Recenzja płyty: Tony Joe White, „Hoodoo”

Nadal mruczy
Niezmienny od lat, introwertyczny country blues.
materiały prasowe

W przebogatym w talenty i osobowości świecie muzyki z rzadka napotkać można postaci stroniące od blasku reflektorów, blichtru świata gwiazd i ich fanów. Takim artystą był nieodżałowany J.J. Cale, takim też jest Tony Joe White. TJW obecny jest na rynku już blisko od półwiecza – pierwszą płytę wydał w 1969 r. Podobnie jak J.J. Cale, nigdy nie szukał łatwej popularności, nie sprawdzał, czy jego piosenki odpowiadają najnowszym trendom dyktowanym przez listy przebojów i wyniki sprzedaży. Mruczał swojego leniwego, introwertycznego country bluesa niezmiennie od lat i mruczy go nadal na swojej najnowszej płycie „Hoodoo”. Recenzowanie White’a jest bezprzedmiotowe – jego piosenki, choć różnią się melodią, są podobne w atmosferze i stylizacji, pozbawione fajerwerków instrumentalnych i wokalnych, ale ich niezwykle wciągający nastrój każe się zastanowić nad sensem bezustannej pogoni za sukcesem, stresem i niepokojem, czy da się dogonić mijający czas.

 

Tony Joe White, Hoodoo, Yep Roc

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj