Recenzja płyty: Świetliki, „Sromota”
Ironia i melodia
Prawdziwy psychorock.
materiały prasowe

Od poprzedniej płyty Świetlików minęło osiem długich lat, ten i ów narzekał, że pewnie poecie Świetlickiemu znudziło się granie z zespołem muzycznym, ale oto jest, oto jest nowy trzypłytowy (!) album. Jest tu wszystko, co ważne w słowie i w muzyce. Niski głos Marcina Świetlickiego melorecytuje frazy niekiedy mroczniejsze od tych, jakie zwykł śpiewać Nick Cave, brutalniejsze w opisach miejskich klimatów niż te z dawnych krakowskich pieśni Maleńczuka, a nade wszystko ironiczne i kąśliwe. Przeraźliwy Pinokio, „który próbuje wydobyć się z drewna”, wojna palących z niepalącymi, fragment z „Wesela” Wyspiańskiego (notabene tytułowy), no i „opuszczam Gotham z kobietą-kotem”. Horror, erotyka i czarny humor. A wszystko na tle transowego rytmu i melodii, jakby od niechcenia granych, a przecież zapadających w pamięć, a niekiedy wręcz przebojowych. Nie ma sensu powtarzać przy tej okazji frajerskich banałów o poezji śpiewanej, bo przeszywające na wylot serca i mózgi teksty Świetlickiego (tudzież te gościnne Pawła Sołtysa czy evergreen Lecha Janerki „Zabawa”) to prawdziwy psychorock.

 

Świetliki, Sromota, Karrot Kommando

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj