Recenzja płyty: Kayah, „Transoriental Orchestra”
Kayah w transie
Znajdzie ta płyta gorących zwolenników, ale pozostawi też niemało zdezorientowanych.
materiały prasowe

Nowy projekt Kayah, prezentowany na ­koncercie tegorocznego festiwalu Warszawa Singera, a teraz w wersji płytowej, to znów ruch ciekawy. Multikulti ulepione z brzmień żydowskich, perskich i bałkańskich, pieśni śpiewane w różnych językach i nagrane z towarzyszeniem międzynarodowego składu pod okiem Atanasa Valkova. Uderzający jest rozmach tej wizji muzyki świata, choć mój odbiór temperuje trochę fakt, że w dziedzinie podobnych poszukiwań mamy ostatnio w kraju wyjątkowy urodzaj. No, i w porównaniu z pomysłami Wacława Zimpla i Raphaela Rogińskiego czy ostatnim albumem „Sefardix” braci Oleś z Jorgosem Skoliasem jest to pozycja dość zachowawcza. Wokalnie Kayah radzi sobie w tej nowej sytuacji świetnie, zarazem tracąc jeden z podstawowych atutów – osobiste teksty i jakiś rodzaj bezpośredniego kontaktu ze słuchaczem, którym potrafiła do siebie przekonać nawet w czasach współpracy z Goranem Bregoviciem. Znajdzie ta płyta gorących zwolenników, ale pozostawi też niemało zdezorientowanych.

 

Kayah, Transoriental Orchestra, Kayax

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj