Recenzja płyty: Leslie West, „Still Climbing”
Czasoodporny West
Duża dawka mocnego blues-rocka.
materiały prasowe

Leslie West ma prawie 70 lat i ani myśli o emeryturze. Właśnie ukazała się jego najnowsza płyta „Still Climbing”, której tytuł (można go przetłumaczyć jako „Wciąż się wspinam”) wydaje się mieć dwojakie znaczenie. Raz, że artysta ciągle do czegoś dąży, a dwa, że nawiązuje do nazwy swojego najsłynniejszego zespołu, Mountain. Jako gitarzysta i wokalista West od lat niezmiennie dostarcza swojej publiczności dużą dawkę mocnego blues-rocka. Tym razem do współpracy przy niektórych utworach zaprosił kilku sławnych i sprawdzonych kolegów. I tak w jednym nagraniu pojawia się tu znany z takich zespołów jak Creed i Alter Bridge gitarzysta Mark Tremonti, w innym solówkę wykonuje Johnny Winter, a w klasycznym kawałku Percy’ego Sledge’a „When a Man Loves a Woman” gitarą i głosem wspiera Westa Jonny Lang. Te gościnne występy w żadnym wypadku nie zostały zaaranżowane po to, by pomóc podupadającej gwieździe. Leslie West znakomicie radzi sobie i bez nich, to rasowy rockman z krwi i kości, a takich ząb czasu nie bardzo może nadgryźć.

 

Leslie West, Still Climbing, Provogue

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj