Recenzja płyty: Behemoth, „The Satanist”
Szatan made in Poland
Formacja odrodzona po przerwie związanej z chorobą lidera, brzmi potężnie, gra z witalnością i siłą.
materiały prasowe

Skromne sukcesy polskiej muzyki na liście bestsellerów „Bill­boardu” prezentują się dwubiegunowo. Do będącej wyznacznikiem sukcesu w Ameryce pierwszej setki weszła niegdyś ze swoim aksamitnym głosem Basia Trzetrzelewska, z drugiej strony – metalowa grupa Behemoth, czerpiąca inspiracje z okultyzmu Aleistera Crowleya i sięgająca po wiersz „Lucifer” Micińskiego. Na nowym albumie zaś deklarująca w „In the Absence Ov Light” (w czytelnym wokalnie – jak na metalową konwencję – fragmencie) za Gombrowiczem: „Nie wierzę ani w Boga, ani w Rozum”.

Gdy piszę te słowa, zamówienia w sklepach internetowych wskazują na to, że na nowy album „The Satanist”, mimo niezbyt zaskakującego tytułu, świat czeka. I trudno, by poczuł się zawiedziony. Działająca od ponad 20 lat formacja Adama Nergala Darskiego, odrodzona po przerwie związanej z chorobą lidera, brzmi potężnie, gra z witalnością i siłą. Co więcej, jest dziś bardziej zrozumiała i łatwiejsza do przyjęcia dla fanów rocka spoza hermetycznych metalowych kręgów. Niezależnie od tematu „Messe noire” może ich poruszyć kondensatem ekstremalnych emocji, opakowanym w klarowną, imponującą produkcję. Kto wie, czy Nergal, którego status w Polsce mocno się zmienił, nie nawróci przy okazji na „Satanistę” jakiegoś fana Basi.

 

Behemoth, The Satanist, Nuclear Blast/Mystic

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj