Recenzja płyty: Pablopavo i Ludziki, „Polor”
Bez etykiety
Znakomite teksty, które mogłyby być literackim emblematem współczesnej kultury miejskiej.
materiały prasowe

Jak określić styl zaprezentowany przez Pablopavo i jego zespół? Niby wiadomo, że piosenka „Bulaj” wykorzystuje jakieś elementy ragga, a „Dancingowa piosenka miłosna” z archaicznym brzmieniem „surfującej” gitary jest po prostu dancingowa. Ale co zrobić z takim podszytym depresją utworem, jak „Patrz, jak się stara wiatr”, który miejscami brzmi tak, jakby skomponował go Krzysztof Klenczon? Albo „Mikołaj” z osobliwym podkładem marimby? Albo „Koty” z niespokojnym rytmem i uspokajającym lirycznie refrenem? Albo ta dziwna elektronika w piosence „Idę przez mgłę”? No tak, wszystko wskazuje na to, że Pablopavo nie da sobie przypiąć żadnej wyjaśniającej wszystko jednym hasłem etykiety. Znakomite są teksty, które mogą być literackim emblematem współczesnej kultury miejskiej. Kiedyś w innej epoce w podobnych klimatach trzymały się śpiewane wiersze Jacques’a Préverta, dziś w Polsce dałoby się to jeszcze porównać do muzyczno-poetyckiej twórczości Marcina Świetlickiego i jego Świetlików, co oczywiście niczego nie ujmuje autonomii i oryginalności Pablopavo i Ludzików.

 

Pablopavo i Ludziki, Polor, Karrot Kommando

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj