Recenzja płyty: Innercity Ensemble, „II”

Supersiódemka
Świetna praca zespołowa.
materiały prasowe

Siedmiu muzyków tworzących grupę Innercity Ensemble to symbol fantastycznego porozumienia między środowiskami, które od kilku lat rysuje się na polskiej scenie alternatywnej. Gitarzysta Kuba Ziołek (nominowany niedawno do Paszportu POLITYKI) spotyka tu m.in. perkusistów Rafała Iwańskiego i Rafała Kołackiego czy odpowiedzialnego za instrumenty elektroniczne Radka Dziubka, by stworzyć swoistą supergrupę improwizatorów. Stylistycznie jest to rozpięte pomiędzy awangardowym rockiem lat 70., jazzem i elektronicznymi eksperymentami, zmienia się bardzo płynnie, choć materiał symbolicznie podzielony został na dwie części: „białą” i „czarną”. Nie ze względu na nastrój, ale raczej z uwagi na podejście do partii perkusyjnych. „Czarna” to większa dyscyplina w tej sferze, chwilami znajdziemy tu nawet synkopowane rytmy. „Biała” wydaje się bardziej swobodna, psychodeliczna, a zarazem intensywna i drapieżna. Tutaj gitarzyści (kolejnym jest Artur Maćkowiak) mają większe pole do popisu. I choć tę drugą płytę septetu muzycy nagrywali w ciągu kilkudniowej improwizowanej sesji, momentami trudno uwierzyć, że nie mamy do czynienia z dopracowanymi przez długie tygodnie kompozycjami. Świetna praca zespołowa.

 

Innercity Ensemble, II, Instant Classic

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj