Recenzja płyty: Uri Caine, Ksawery Wójciński, Robert Rasz, „Szpilman”

Jazzowy nerw Szpilmana
Lekko, elegancko i dowcipne.
materiały prasowe

W zeszłym roku na Tzadik Poznań Festival odbył się znakomity koncert, który od razu rejestrowany był z przeznaczeniem na płytę. Na prośbę festiwalu twórczością Władysława Szpilmana, klasyka polskiej piosenki, zajął się jeden z najwybitniejszych i najbardziej osobnych artystów współczesnego jazzu Uri Caine. Do współpracy zostali zaproszeni dwaj polscy muzycy, basista Ksawery WójcińskiRobert Rasz. Z zaproponowanych kompozycji Szpilmana lider wybrał utwory, w których – jak skomentował – najbardziej wyczuwa jazzowy nerw. Są to zarazem najpopularniejsze piosenki: „Nie wierzę piosence”, „Deszcz”, „Sto lat”, „Nie ma szczęścia bez miłości”, „Do widzenia, Teddy”, „Zakochani” i „W małym kinie”.

Artysta, znany z efektownych dekonstrukcji muzyki Mahlera, Beethovena czy Mozarta, muzykę Szpilmana potraktował z całym szacunkiem. Pierwsze utwory na płycie są utrzymane w stylu jazzu tradycyjnego, im dalej, tym więcej swobody, a na zakończenie łącząca różne tematy „Szpilman Fantasy” utrzymana jest w stylu free. Muzykowanie świetnie zgranego tria (na które składa się też precyzyjna sekcja rytmiczna i efektowne solówki basisty i perkusisty) odpowiada charakterowi muzyki Szpilmana: jest lekkie, eleganckie i dowcipne.

 

Uri Caine, Ksawery Wójciński, Robert Rasz, Szpilman, Multikulti Project/NInA

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj