Recenzja płyty: Sławek Wierzcholski, „Matematyka serc”
Koktajl Wierzcholski
Być może dziwne, ale na pewno ciekawe.
materiały prasowe

Kilka lat temu Bob Dylan wyznał w tekście dołączonym do jednej z płyt jego „Bootleg Series”, że słucha niemal wyłącznie muzyki z lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Ale ­przecież powroty do starych stylów i gatunków to od dekad tendencja coraz powszechniejsza, podobnie jak mieszanie tychże stylów i gatunków. Ulega temu nawet rodzimy blues, czego dowodem ostatnia płyta Sławka Wierzcholskiego. Wirtuoz harmonijki ustnej i admirator czarnej muzyki z Chicago przeistoczył się w estradowca żonglującego rozmaitymi formami: rhythm’n’bluesem, calypso, rumbą. Gdzieś w tle pojawia się nawet reggae (utwór tytułowy), gdzie indziej dęciaki wygrywają riffy jak big-bandy z lat 50., a w piosence „Nie wiem” sekcja rytmiczna przemyca dynamiczny shuffle. Eksploracja przeszłości w całym tym koktajlu nie jest chyba tylko wyrazem retromody, ale raczej sygnałem, że artysta słynący z grania radosnego bluesa dojrzewa do refleksyjności, odkrywa na nowo dźwięki i brzmienia zasłyszane w dzieciństwie, zwraca się ku osobliwej mozaice tradycji muzycznych, amerykańskiej, karaibskiej, no i po trosze polskiej. Być może dziwne, ale na pewno ciekawe.

 

Sławek Wierzcholski, Matematyka serc, Polskie Radio

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj