Recenzja płyty: Eugeniusz Rudnik, „ERdada”
Obróbka skrawaniem
Z tych nie do końca abstrakcyjnych dźwięków powstają abstrakcyjne krajobrazy.
materiały prasowe

Obecnie jestem (...) Głównym Celebransem Epitafium dla Taśmy Magnetofonowej” – mówi o sobie kompozytor i legendarny realizator dźwięku w równie legendarnym Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia, które już dziś nie istnieje, ale wciąż na płytach przypominany jest jego dorobek. 82-letni dziś Eugeniusz Rudnik tworzy życie po życiu tej szczególnej placówki: w studiu Bolesława Błaszczyka, wiolonczelisty, muzykologa i członka Grupy MoCarta, pracuje wciąż, jak za dawnych lat, na sprzęcie „z demobilu”, tnąc i sklejając skrawki taśmy, tworząc kolaże, które można nazwać neodadaistycznymi. Tytułowy ponadpółgodzinny utwór z 2012 r. jest taką właśnie zabawą, w której Rudnik jest wierny stosowanemu przez siebie w całej twórczości tworzywu: głosowi ludzkiemu odkształcanemu na różne sposoby. Z tych nie do końca abstrakcyjnych dźwięków powstają abstrakcyjne krajobrazy. „Dzięcielina pałała” (2010 r.) z oczywistym nawiązaniem do Mickiewicza jest prześmiewczo-liryczną impresją na temat wiejskości („Jestem chłopem” – lubi też o sobie mówić Rudnik). Najnowszy utwór to „Memini tui” zrealizowane w zeszłym roku epitafium dla zmarłego w 2010 r. przyjaciela, wybitnego kompozytora norweskiego Arne’a Nord­heima, a całość uzupełnia miniatura „Elektrowyzwoliny”, gdzie czeladnikiem je odbywającym jest Bolesław Błaszczyk.

 

Eugeniusz Rudnik, ERdada, Requiem Records/Narodowe Centrum Kultury 2014

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj