Recenzja płyty: California Breed, „California Breed”
Hardrockowy Jowialski
Hard rock rodem z lat 70.
materiały prasowe

Nowa płyta nowego zespołu California Breed przywodzi na myśl słynny tekst z „Pana Jowialskiego” Aleksandra Fredry: „Znacie? Znamy. To posłuchajcie”. Dwaj byli muzycy Black Country Communnion, basista i wokalista Glenn Hughes oraz perkusista Jason Bonham, zaprosili do współpracy młodego gitarzystę Andrew Watta i nadal grają to, co najbardziej lubią, czyli hard rocka rodem z lat 70. minionego wieku. Kolejna, nie wiadomo już która mutacja tzw. power trio, czyli składu zapoczątkowanego niegdyś przez takie grupy jak Cream, Jimi Hendrix Experience czy Blue Cheer. Taki minimalistyczny zestaw muzyków nie jest więc żadną niespodzianką, tak jak niespodzianką nie jest muzyka California Breed. Początek płyty jest zachęcający. Pierwsze dwa utwory, „The Way” i „Sweet Tea”, zapowiadają bardzo przyzwoite i stylowe łojenie. Niestety, potem robi się nudniej i bardziej przewidywalnie. Chwilami odnosi się wrażenie, że materiał przygotowany na płytę powstawał w pośpiechu i selekcja utworów była dość niedbała. A jeżeli ktoś bierze się do grania tego, co już wcześniej wykonywali tacy giganci, jak Deep Purple, Black Sabbath czy Led Zeppelin, to nie może liczyć na taryfę ulgową.

 

California Breed, California Breed, Frontiers

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj