Recenzja płyty: Blues Pills, „Devil Man”

Śladami mistrzów, po swojemu
Kto przeoczy ta płytę, będzie żałował.
materiały prasowe

Natura, także rockowa, nie znosi próżni. Tam gdzie zawodzą wyjadacze, już gotują się do ataku młodzi, głodni sukcesu. Oto na pierwszy rzut oka niepozorna, mała płytka z zaledwie czterema utworami, podpisana niewiele mówiącą nazwą Blues Pillls. Kto ją przeoczy, będzie żałował. Już pierwszy utwór, „Devil Man”, sygnalizuje, że państwo Blues Pills nie żartują. Fantastyczny, drapieżny wokal Szwedki Elin Larsson, kapitalna gitara Doriana Sorraux z Francji, uzupełnione amerykańską sekcją panów Andersona i Berry’ego. Muzycznie mamy tu także nawiązanie do rocka przełomu lat 60. i 70., ale ci młodzi ludzie robią to z tak porywającą pasją, jakby odkrywali nowe rockowe terytoria. Nie mogę się doczekać pełnowymiarowej płyty, która ma się w tych dniach ukazać. Bo jeżeli ktoś bierze się do grania tego, co już wcześniej wykonywali tacy giganci, jak Deep Purple, Black Sabbath czy Led Zeppelin, to powinien to robić tak, jak to robią Blues Pills.

 

Blues Pills, Devil Man, Nuclear Blast

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj