Recenzja płyty: Marilyn Manson, „The Pale Emperor”

Strach zbladł
Najgorętsi zwolennicy mogą ten zestaw uznać za powrót do formy po serii bardzo słabych albumów.
materiały prasowe

Z takiej perspektywy lata 90. brzmią odlegle niczym złota era rock’n’rolla. Marilyn Manson, prywatnie Brian Warner, straszył wtedy stylizacjami i szokował drapieżną konwencją muzyczną. Z tej ostatniej zostało jeszcze trochę siarki – i dziś jego zniekształcone partie wokalne mogą u niektórych wywołać dreszczyk. Trudno jednak ukryć, że niczym tytułowy „The Pale Emperor” („Blady cesarz”) gwiazdor trochę wypłowiał w tej wersji, gdy próbuje niemal sauté podbić świat kolejnymi piosenkami. 

Marilyn Manson, The Pale Emperor, Cooking Vinyl

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną