Recenzja płyty: Colin James, „Hearts on Fire”
Muzyka pachnąca żywicą
Świetna gitara i kompozycje.
materiały prasowe

Karierę Colina Jamesa śledzę od wielu lat i każda kolejna jego płyta potwierdza słuszność tego zainteresowania. Kłopot jedynie w tym, że James jest prawdziwą gwiazdą jedynie w rodzinnej Kanadzie. Jest nadzieja, że jego najnowsza, nagrana w Nashville, płyta „Hearts on Fire” wreszcie zmieni ten stan rzeczy. Colin James swój debiutancki album wydał w 1988 r. i od razu zwrócił uwagę fachowców.

Colin James, Hearts on Fire, Universal Canada

Ocena: 4,5/6

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną