Recenzja płyty: Mark Knopfler, „Tracker”
Na co stać Knopflera?
Nastrój zadumy, refleksji i melancholii tylko wzmacnia tęsknotę za Knopflerem rockowym, niepozbawionym typowej dla niego melodyjności, ale z „wykopem”.
materiały prasowe

Ze zdziwieniem zauważyłem, że jeszcze ani razu nie pisałem w tej rubryce o Marku Knopflerze. Teraz pojawiła się kolejna okazja w postaci jego nowej płyty „Tracker”. Z pewnym żalem stwierdzam, że odległość dzieląca kolejne propozycje artysty od porywającej atmosfery muzyki z czasów Dire Straits, wciąż rośnie. Mark Knopfler jest wspaniałym gitarzystą, każda jego piosenka jest dopieszczona brzmieniowo, produkcja zawsze bez zarzutu, ale towarzyszący wszystkim niemal utworom „Trackera” nastrój zadumy, refleksji i melancholii tylko wzmacnia tęsknotę za Knopflerem rockowym, niepozbawionym typowej dla niego melodyjności, ale z „wykopem”. Jeżeli jednym z najdynamiczniejszych utworów jest utrzymany w dość spokojnym tempie „Skydiver”, to już wiemy, że przy „Trackerze” nie poszalejemy.

Mark Knopfler, Tracker, Virgin

Ocena: 3,5/6

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną