Recenzja płyty: Samantha Fish, „Wild Heart”
Super gitara w mini
Młoda, atrakcyjna blondynka w mini grająca na gitarze i śpiewająca bluesa?
materiały prasowe

To może wyglądać na zabieg promocyjno-wizerunkowy, mający na celu przyciągnięcie uwagi publiczności czerpiącej swoją wiedzę o świecie z portali plotkarskich opisujących minigwiazdki jednego sezonu. Tymczasem to, co robi amerykańska artystka Samantha Fish, dalekie jest od wszechobecnej muzycznej konfekcji. Na swej nowej płycie „Wild Heart” Fish prezentuje się jako autorka i wykonawczyni wysokiej klasy. Jej gra na gitarze, w tym doskonale brzmiące granie slide, imponuje dojrzałością i precyzją. Zarówno dynamiczne utwory, takie jak „Roadrunner” albo „Blame It on the Moon” czy liryczne „Lost Myself”, sygnalizują, że mamy do czynienia z artystką świadomą swego warsztatu, umiejętnie dozującą emocje, daleką od efekciarstwa i tanich chwytów.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną