Recenzja płyty: Björk, „Vulnicura Strings”
Polska myśl techniczna
Nie ma albumu islandzkiej gwiazdy bez szczypty pionierstwa, choćby i zanurzonego w mrokach przeszłości.
materiały prasowe

Po części jest to powtórka z wydanej zimą płyty „Vulnicura” – imponującego i pełnego emocji zapisu rozstania, w którym (jak wtedy pisałem) najważniejsze były smyczkowe aranżacje i głos Björk. Alternatywne wersje tamtych utworów, które dostajemy na nowym albumie, odpowiadają więc w pewnym sensie na niepisane zamówienie o odcedzenie całej reszty aranżacji. Bronią się nieźle, czasem nawet pogłębiając posępny nastrój oryginałów. Islandzka artystka ma doświadczenie w pracy ze smyczkami, stąd „Family” – nagranie, które ogołociła nawet z własnych wokali – brzmi niebywale poruszająco.

Björk, Vulnicura Strings, One Little Indian

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną